|
co napisałam ja: - Czyjej krwi? O co chodzi? Measty..? - wykrztusiła wreszcie Gwen wychylając się z progu. Liza i Measty speszyły się momentalnie, ale już w następnej sekundzie kucharka zerwała się z zydelka. - Ach, Lizo, chyba na Ciebie już czas - powiedziała Measty z przyklejonym uśmiechem całując przyjaciółkę w policzek. - Musimy jeszcze porozmawiać.. Spotkamy się, dobrze? - wyszeptała Liza kątem oka obserwując Gwen. Measty nie odpowiedziała, zajmując się polerowaniem kastalii. Jej ręka monotonnie przesuwała się po kastalkach gładkimi, silnymi ruchami, a one nie otwierały się, stając się nawet troszkę wklęsłe. Trwało chwilę, zanim Gwen odważyła się ponowić swoje pytanie. Coś musiało się stać.. tylko co? Na odpowiedź czekała kilka długich minut. - Boję się o ciebie - powiedziała wreszcie Measty bardzo, bardzo cicho, nie odrywając się od pracy i nawet nie spoglądając na swoją podopieczną. - Chcę żebyś wysłuchała moich słów dokładnie, bo już nigdy więcej nie będę mogła ich powtórzyć.. Żyjemy w państwie terroru, jesteśmy zastraszani przez władzę, przez religię, przez naszych przełożonych. Ten świat nazywa się Idealią.. Światem Idealnym - przerwała dla zaczerpnięcia oddechu i powoli odwróciła twarz ku swojej rozmówczyni. Wielka rana na policzku rzuciła się w oczy Gwen.. - Dlatego Idealnym, bo ludzie żyją tu wiecznie i nie starzeją się. Ale musimy za to nasze długowieczne życie płacić wysoką cenę. Od tego są kapłanki. Przelewają naszą krew uzupełniając nią wody Rzeki Życia.. tej, przez którą dostałaś się do naszej krainy.. Co 2 rotnię słońca kapłanki zbierają nas na ceremoni.. Taak, kapłanki. Ale Almah kapłanką nie jest. Chce naszej krwi do swoich własnych celów.. To bezprawne, niemoralne i okropne.. Ale nikt nie może jej nic zrobić bo ona w końcu kumpluje się z księżną! Teraz już rozumiesz - Measty spojrzała na Gwen żałośnie. Ale Gwen nie rozumiała wcale. - Świat Idealny w którym składa się ofiary z ludzi?! - krzyknęła. Wszystko to przerażało ją z każdą chwilą coraz bardziej. - Ciiicho.. - jęknęła rozpaczliwie Measty - Nie jesteśmy ludźmi.. poza tym ofiary z krwi są rzeczą całkiem normalną, ach, ty nie rozumiesz wcale! - Measty z niesmakiem odwróciła się wracając znów do swojej roboty - Może Eneasz zdoła ci to wyjaśnić. Myślę że.. - zaczęła, ale nagle jej głos zamarł. Podniosła szybko głowę. Z góry, szybem który łączył część podziemną, kuchenną, z częścią mieszkalną mknęło ku nim coś skrzydlatego, jakaś niewidoczna jeszcze do końca, zatopiona w mroku sylwetka.. To nie był nocny duszek.. to było o wiele większe.. Ach, czyżby to.. - PROFESOR ALMAH !!! - pisnęło coś w głowie Gwen tak głośno i przenikliwie że omal nie straciła przytomności. Eneasz musiał być tu gdzieś niedaleko.. Co ma zrobić, co zrobić?? Obok kastalii odnalazła wzrokiem wielką, próchniejącą szafę. Jednym skokiem znalazła się w jej środku, a Measty, która akurat upadła na kolana pozorując wycieranie podłogi, zatrzasnęła ją w niej łokciem. Eneasz wysłał sparaliżowanej Gwen kolejny telepatyczny sygnał, tym razem, całe szczęście cichszy, lecz tak szybki, że ledwo co zdołała odróżnić od siebie słowa - Inspekcja!BedąCiSzukać.JeżelMasMocSprób.. ..UdaSię. Inspekcja? Ale czego ma spróbować? I dlaczego akurat tego nie dosłyszała?? |
|